My little Bess – 26.05.2011, kino Muranów, Warszawa

26 maja w warszawskim kinie Muranów odbył się premierowy pokaz eksperymentalnego projektu audio-wizualnego „My Little Bess” w reżyserii Romana Przylipiaka. Eksperymentalnego, bo… z występem na żywo grupy Blindead.
Projektu nader interesującego, o którym głośno było już na długo przed seansem. „My Little Bess” było sporym wyzwaniem, nie tylko dla twórców projektu, ale i dla widzów. Projekt ten, będący czymś pomiędzy koncertem, spektaklem i filmem dotyczył bowiem ciężkiego tematu – wizji świata i rzeczywistości widzianej oczami dziewczynki chorej na autyzm. W trakcie seansu na ekranie kinowym widzieliśmy wiele obrazów, niewyraźnych ujęć, jakby urywków jakichś wizji przeplatanych zdjęciami samej Bess, w rolę której wcieliła się córka reżysera, Olga. Całości zaś akompaniował na żywo trójmiejski zespół Blindead, od którego zresztą cała historia się zaczęła. Reżyser projektu przyjaźni się bowiem z muzykami i początkowo chciał stworzyć wizualizację koncertową do muzyki z ostatniego koncept albumu Blindead – Affliction XXIX II MXMVI. Album ten jest opowieścią o historii pewnej dziewczynki cierpiącej na autyzm, której towarzyszymy od momentu narodzin i dalej, poprzez życiowe troski i zmartwienia, zaglądamy w otchłań rozpaczy, smutku, pustki i samotności. Płyta pod kątem muzycznym i tekstowym utrzymana jest w niepokojącym i mrocznym klimacie, i taki też był pokaz w Muranowie. Było to pierwsze tego typu przedsięwzięcie, w trakcie którego projekcja ciężka tematycznie zderzyła się z ciężką muzyką, na co przypuszczam nie wszyscy widzowie spektaklu byli do końca przygotowani. Ciekawostką było zaangażowanie w projekt Magdaleny Cieleckiej, która z ciężką muzyką ma raczej niewiele wspólnego, ale uprzejmie wcieliła się w rolę narratora czytając teksty napisane przez Piotra Koftę. Teksty, które brzmiały jak fragmenty wspomnień Bess, pozostawiające szerokie pole do interpretacji każdemu z nas. Od siebie dodam tylko, że zdecydowanie warto było zjawić się tamtego wieczora w Muranowie. Doświadczyliśmy bowiem ciekawego audio-wizualnego przeżycia, w trakcie którego muzyka i obraz doskonale się uzupełniały, a widz został wciągnięty w nieznany mu całkowicie świat. Z kina zaś wyszedł lekko pogrążony w zadumie i na pewno bogatszy o doświadczenia małej Bess.

My little Bess

My little Bess

My little Bess

My little Bess

My little Bess

My little Bess

My little Bess

My little Bess

My little Bess

My little Bess

My little Bess

My little Bess

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *