Jeśli spytasz fotografa pod sceną o to, jakie trzy pierwsze kawałki zagrał zespół, prawdopodobnie ujrzysz na jego/jej twarzy lekką konsternację. Oczywiście o ile delikwent nie ma podzielnej uwagi, takiemu zazdroszczę. Do czego zmierzam – zazwyczaj tych trzech pierwszych kompletnie nie pamiętam, tym bardziej, jeśli gra zespół, którego twórczości nie znam dokładnie, a tu proszę – po wyjściu z koncertu zostałam zmuszona do poszukania setlisty Helloween, ponieważ utwór drugi lub trzeci bodajże tak mi się wbił w głowę, że musiałam go trochę pomaglować. Widocznie na refrenie Nabataea stałam za blisko Andreasa Derisa 😉 Suma sumarum – koncert pierwsza klasa! Stodoła pełna, energia na scenie, kontakt z publicznością – Helloween Polakom nigdy się nie znudzi 😉









































