Amorphis. Pomimo tego, że to zespół ze słonecznej Finlandii, jakoś nigdy nie było mi po drodze do ich dyskografii. Omijałam ją szerokim łukiem i naprawdę trudno mi powiedzieć, czemu. Przyznaję otwarcie i bez bicia, że był to ogromny błąd. Niedzielny koncert w Progresji mnie po prostu oczarował – do tej pory magluję non stop 3 kawałki ze Skyforger i zastanawiam się, kiedy mi się zrobi od nich w końcu niedobrze 😉 Amorphis zresztą już fotografowałam w tym roku, o TU, ale wtedy warunki mieliśmy ciut gorsze. Chociaż publiczność tym razem przyszła jakaś taka mniejsza. Cóż, niech żałują Ci, którzy nie byli 😉




































