Obscure Sphinx pierwszy raz widziałam równo pół roku temu, o TU. I dokładnie tak, jak wtedy, zespół spowodował, że poczułam się…hm, jakby to ładnie ująć – emotionally raped 😉 Obdarta ze skóry do żywego mięsa, do sedna mojego jestestwa, wyzuta, wypluta i zmuszona do poskładania tego w całość. Nie wiem, czy o to chodziło, ale takie właśnie miałam odczucia 😉 Poniżej kilka fotek, trochę bardziej kolorowo-optymistycznych niż muza grupy 😉































