Pamiętam te czasy, kiedy to 10 lat temu w Proximie Katatonia grała razem z Opeth, i kiedy to w klubie było jakieś 40 osób. Pamiętam też koncert w 2004 r. Tavastii w Helsinkach, gdzie osób było co prawda sporo, ale jakoś tak niemrawo się bawiły. Potem były koncerty w krakowskim Studiu i bodajże jeszcze jeden we Wrocławiu, na których mnie niestety zabrakło. Zmierzam do tego, że z taką pewną dozą nieśmiałości szłam na ten koncert, bo spodziewałam się pustek, a tu kaboom: Stodoła prawie pełna. Szok. Ale w jak najbardziej pozytywnym sensie. Panowie też byli zaskoczeni, Jonas w trakcie koncertu dziękował, dziękował i jeszcze raz dziękował ludziom za to, że przyszli, wspominał coś o podróży Polferries do Gdańska w zamierzchłych czasach i o tym, że wtedy właśnie pokochali Polskę (tiaaaa 😉
Katatonia zagrała dla nas prawie 1,5h. Zaczęli od najmocniejszego akcentu na nowej płycie, czyli kawałka Forsaker, a potem był totalny przekrój: z nowej płytki m.in. piękny Idle Blood, Onward into Battle i Day and then the Shade, z The Great Cold Distance poleciało My Twin, July, z Viva Emptiness Omerta, genialny Ghost of the Sun i Evidence. Usłyszeliśmy też dwa stare kawałki: Saw you drown z Discouraged Ones (szkoda, że nie I break 🙁 i For my demons z Tonight’s Decision. A na bis Dispossession (yes!) i Leaders (no!).
Podsumowując: nie był to mój koncert życia (jak do tej pory nic nie przebije Faith no More na Open’erze) ale na pewno był to jeden z najlepszych koncertów Katatonii, jakie widziałam. A kiedy gra Katatonia emocje biorą górę nad zdrowym rozsądkiem i kończy się to 40toma fotami zamiast max. dwudziestu 😉






























