Combichrist, czyli maratonu koncertowego dzień drugi. I na szczęście o wiele ciekawszy, niż pierwszy. Tego dnia Progresję zdominowały bowiem dźwięki electro-industrialu, dark-elektro, hellektro itp itd. Zanim jednak na scenę klubu wkroczyli Norwegowie, przez kilkadziesiąt minut czas umilał nam dwuosobowy projekt grający w rytmach, które spotkać można na Vampiriadach czy też na Castle Party. Nazwy tego duetu niestety nie pomnę, zdjęć również nie ma, ale za to Combichrist, a szczególnie Andy LaPlegua, fot mają pod dostatkiem. Nawet pomimo niesprzyjających na początku warunków. Panowie weszli i pozamiatali. Szkoda, że nie zostałam do końca, bo podobno końcówka ich występu była mega ciekawa. Cóż, c’est la vie. Foty poniżej.














