W gronie fotografów koncertowych HRC słynie przede wszystkim z tego, że kiepsko robi się tam foty, bo mają fatalne światła. Wyposażona więc w 50mm f/1,4 oraz na wszelki wypadek lampę błyskową skierowałam swoje szanowne 4 litery do przybytku amerykańskiej komercji, gdzie wśród zapachu smażonych frytek i sosu barbeque występował tego wieczoru Closterkeller.











