Ależ miałam chrapkę na ten koncert! A tu – klops. Pech chciał, że grupa przez ponad pół godziny miała jakieś problemy techniczne na linii scena-akustyk i w rezultacie zagrali niecałe dwadzieścia minut, raptem bodajże 4 kawałki. Występ wypadł trochę słabo, ale zrzucam to na karb rozwalenia związanego z wcześniejszymi problemami technicznymi. A szkoda, bo widać, że grupa ma pomysł na siebie, – najbardziej kręciła mnie rzecz jasna przesterowana wiolonczela. 😀 Mam nadzieję, że wkrótce znowu zagrają w Wawie, bo z chęcią bym się na ich koncert ponownie wybrała – tym razem mam nadzieję bez problemów technicznych 😉
