No i Accept. Gwiazda sobotniego koncertu. Jeden z tych występów, które zapadają w pamięć. Panowie nie tylko zagrali fantastycznie i energetycznie, ale kontakt z publicznością i fotografami sprawił, że oglądało ich się szalenie miło. Fantastyczne show! I trochę boleję, że większość polskich muzyków nie spogląda czasem na Zachód – może by się czegoś fajnego nauczyli? Jednym słowem koncert RE-WE-LAC-JA. A myślałam, że to Black Label Society rozpocznie dobry rok koncertowy 😀
Acha, tym razem zdjęć dużo…bo niestety, ale miny, które strzelali Wolf Hoffmann i Herman Frank były tak przegenialne, że aż się buzia w fosie sama śmiała 🙂

































