Hope kupili bilety za bejmy, które mieli w kiejdach (choć bejmy i tak lepij trzymać w portmanejce, każdy to wie), wsiedli do bany uprzednio zapaliwszy ćmika, podjechali pod Progresję dryndą (lub bimbą, tego nie wie nikt) i bez ględzenia weszli na scenę Progresji, gdzie powitała ich wuchta wiary.
😉
A ja już po warszawsku, jako galant lalunia-pacykarz zapraszam na garść fotek z koncertu Hope. Teeeeeejjjjj! 😉
