Kolejny koncert tym razem z dala od domu – w oddalonym o 350 km i 6h jazdy (sic!) Lubaczowie, tuż pod granicą ukraińską. W dniu koncertu lało jak z cebra łącznie z mega opadami gradu, co spowodowało, że festiwal miał masakryczne opóźnienie. Ale koniec końcem wszystko udało się nadgonić i Turbo zagościło na scenie porywając publikę, która licznie zgromadziła się pod sceną. To był amok, i to jaki fajny 🙂 Parę fotek poniżej, a organizatorom koncertu życzę, żeby w przyszłym roku udało się zorganizować równie dobrą edycję! 😀