Leaves’ Eyes darzę wyjątkowo dużym sentymentem – wieki temu od wywiadu z Liv Kristine zaczęła się bowiem moja przygoda z dziennikarstwem muzycznym i do tej pory ciepło go wspominam. Rozmowa zapewne nie była górnych lotów 😉 ale za to Liv to równa babka, z sercem na dłoni – tak jak jej muzyka zresztą. Muzyka pełna przestrzeni, epickości, wolności i skandynawskiej atmosfery. I nawet sopran Liv nie razi tak bardzo, a wręcz przeciwnie – idealnie łączy się z ciężką muzyką, tak inną od tego, co prezentowało Theatre of Tragedy. Kto nie słuchał, ten niech się lepiej zapozna, np. TU , TU lub TU 😉
Szkoda tylko, że zespół, który był po raz pierwszy w Polsce, nie zdołał przyciągnąć odpowiedniej publiczności. A raczej szkoda, że fani zespołu się nie zmobilizowali. Ale grupa pokazała swój perfekcjonizm i zagrała tak, jakby sala była wypełniona po brzegi, a nie w połowie pusta 🙂




















