Rozłożona choróbskiem (tak tak, ciąg dalszy po środzie), resztkami sił czołgając się do samochodu i wątpiąc w to, czy w ogóle jest sens jechać w takim stanie na koncert (tak tak, byłabym dobrym dramaturgiem 😉 władowałam w końcu swoje 4 litery i pojechałam do Stodoły. I choć naprawdę starałam się być na czas, dojechałam w rezultacie w połowie występu drugiej kapeli – Heathen. Tym samym ominął mnie koncert After All, czego żałuję. Heathen natomiast zagrał bardzo przyzwoicie i żywiołowo, i tak samo odebrany był przez publikę.
Destruction natomiast widziałam drugi raz (pierwszy był bodajże w 2008 r. w Progresji). Praktycznie nic się nie zmienili (tylko chyba brakowało jednego muzyka na scenie? :>) Koncert bardzo żywiołowy i udany, a zespołowi tak się spodobało, że uznali polską publiczność za najlepszą (jak do tej pory) na ich trasie. Ale…czy to kogoś dziwi? 😀























