I tym samym po fanstastycznym występie Devina nadszedł czas na gwiazdę wieczoru, posiadającą u nas status wręcz kultowy – grupę Fear Factory. Panowie szybko zainstalowali się na scenie i zaczęli miażdżący gig od The Industrialist. I taka zresztą była też reszta występu – Fear Factory nie zwalniali tempa i nie dawali odetchnąć publiczności. Bo czy była jakakolwiek szansa na chwilę oddechu, kiedy Burton i ska grają np Shock albo Edgecrusher? Albo Zero Signal, Self Bias Resistor czy Demanufacture? Nie sądzę 😀 Gitarowo i muzycznie miazga, wokalnie hm, jak zwykle 😉 ale myślę, że wieczór naprawdę był udany.