Jeśli do tej pory psioczyłam na takie kluby jak Proxima lub Progresja za kiepskie oświetlenie to przepraszam i całuję w stopy, bo okazało się, że prym w tym temacie wiedzie nie kto inny, tylko klub Park, który swoją drogą darzę wielkim sentymentem ze względu na czwartkowe edycje Hardzone 😉 Już niestety nie istniejące. Ale wracając do tematu: na koncert Cochise poszłam głównie z ciekawości, jak to jest, jak oni śpiewają. Oni czyli aktorzy, bo na wokalu w tej grupie występuje Paweł Małaszyński. Na pewno był to ciekawy performance, bo Paweł szalał po scenie i wyginał się niczym Roman z KATa, ale muzycznie jakoś mnie nie porwali. Pan grający na basie też przykuwał uwagę, bo wił się z nim niczym piskorz, także wizualnie było to ciekawe doświadczenie. Fotki poniżej 😉